Jeszcze kilkanaście lat temu, młodzi ludzie masowo szturmowali uczelnie wyższe. Wierzyli, że dzięki wytrwałości i edukacji, rynek pracy będzie dla nich otwarty. Rzeczywistość okazała się inna. Nagle jak grzyby po deszczu wyrośli kolejni socjologowie, psychologowie, historycy czy marketingowcy. Niestety, nasycony rynek nie był w stanie zadowolić tylu absolwentów uczelni wyższych. Fryzjer czy kucharz, był w społeczeństwie odbierany jako ten, który był zbyt leniwy i mało inteligentny by zdobyć porządne wykształcenie.

ŻYJĘ Z GOTOWANIA

Zawód Kucharz

Zawód Kucharz

Tymczasem młody człowiek po gastronomiku w tym samym czasie zarabiał swoje pierwsze pieniądze, zdobywał doświadczenie i odkładał środki na zakup własnego M. Stawki dla kucharzy nie były szczególnie atrakcyjne, ale dobry hotel w centrum czy restauracja z dancingiem płaciła solidną gotówkę.

Lata dwutysięczne przyniosły w kraju ogromne bezrobocie i falę emigracji do Wielkiej Brytanii, Irlandii a także na Islandię.
Okazało się, że dyplom magistra psychologii nie przeszkadza w robieniu lunchów i burgerów dla pracowników biurowych londyńskiego city. Gastronomia na wyspach przyjęła ich z otwartymi ramionami. W końcu mogli odetchnąć i cieszyć się, licząc zarobioną gotówkę.

Wiele osób nie było w stanie przełknąć gorzkiej pigułki, jaką była praca w gastronomii. W ich mniemaniu była oznaką degradacji. Ci, którzy zdecydowali się iść z życiem na kompromis, wygrali. Zdobywając szlify w zawodzie, stawali się coraz atrakcyjniejsi na rynku pracy. Mogli przestać pracować w fast foodzie, ale zacząć rozglądając się za robotą w restauracji z prawdziwego zdarzenia. Ci, którzy śmiali się z Polaków, pracujących na zmywaku, najczęściej wracali do kraju bez perspektyw, zbyt dumni na to by podjąć działania. Faktem jest, że wiele osób zaczynających swoją przygodę z gastronomią zaczynało od zmywaka, ale nie ma w tym nic ujmującego. Szeregowy pracownik biurowy, także nie zostaje liderem z dnia na dzień.
Ci, którym gotowanie weszło w krew, na zawsze porzucili socjologię lub zostawili ją sobie jako nieszkodliwe hobby.
Praca kucharza stała się ich sposobem na życie i ekscytującym zamiłowaniem.

Wielu Polaków po powrocie do kraju otworzyło własne biznesy w branży gastronomicznej. Dzięki dotacjom z Unii mogli wziąć sprawy w swoje ręce i zarabiać na wiedzy zdobytej za granicą.


MODA NA GOTOWANIE

Zawód Kucharz

Zawód Kucharz

Lata po roku 2010 przyniosły prawdziwy boom na całą gałąź gastronomii. Nagle zaczęto interesować się zdrowym odżywianiem, rodzimymi produktami, jak jarmuż czy soczewica. Zaczął się czas eksperymentów. Na zachodzie celebrytą stał się Gordon Ramsay, mistrz sztuki kulinarnej. U nas oprócz kultowego Makłowicza zabłysnął Karol Okrasa. Gotowanie stało się bardzo modne. Nastała era programów kulinarnych. Teraz kucharzem nie był grubas w poplamionym kitlu, ale wysportowany młodzieniec w modnym fartuch z wyszytym nazwiskiem, ciekawą fryzurą, tatuażami i niebanalnym spojrzeniem na gastronomię.

ZAWÓD PRZYSZŁOŚCI

Praca kucharza nie jest usiana różami. Wykonywanie zawodu jest absorbujące. Działanie pod presją czasu, ciągłe obmyślanie nowych receptur i wielogodzinne stanie, bez czasu na…posiłek.  Mimo tego szkoły branżowe nie narzekają na brak chętnych do nauki w zawodzie. W białostockim gastronomiku, na jedno miejsce przypada dwóch, trzech chętnych. Ci, którzy nie dostali się do technikum, wybierają zawodówkę. Po ukończeniu edukacji, zarabiają w pierwszej pracy, tyle co pielęgniarka z dyplomem.
Dzisiaj każdy porządny lokal ma na facebooku swoją stronę. Dania, które serwują restauracje, czy resto- bary przyprawiają o ślinotok: ,, kaczka, pęczotto buraczane, espuma z koziego sera, marynowany burak, brukselka”. Kiedyś: ,, Mortadela w panierce i zimne nóżki”.

Na fali popularnych programów kulinarnych wyrośli nowi celebryci gastro strefy. Emisje telewizyjne z ich udziałem przyciągają przed ekrany miliony widzów. Powstają blogi kulinarne, proponując innowacyjne rozwiązania w kwestii przepisów i świadomego odżywiania. Półki w księgarniach zapełniły się książkami kucharskimi, które pod nazwami: ,, foodbook” sprzedają się w tysiącach egzemplarzy. Żona piłkarza, czy mistrzyni fitness, każdy ma dziś własne pomysły na pójście z prądem w obliczu nowej gastronomii.